Saturday, February 21, 2015

No i kolejna przeprowadzka.....
Na szczęście tym razem tylko blog pakuje walizki.
Tu mnie znajdziecie :)
https://m.facebook.com/muslitotek

Niestety kiepsko mi śmiga ten blog na telefonie. Dopiero doszły,wasze komentarze sprzed wielu miesięcy :(

Angi kochana. Tamten mail nie działa :( ktoś mi się włamał :(
Muslitotek@Gmail.com -tutaj jestem. Albo FB (link powyżej)

Witoldyna dziękuję za pamięć!!!

Murzyniatko!! I jak wam poszło?!?!? Cały,czas mam cię w pamięci...

Iskierko jak widzisz tylko się przenoszę :)

Sylwia pamiętam Cię!!!
Pisz na podane wyżej miejsca :) chętnie się dowiem co u ciebie słychać :)

Na pewno kogoś pominęłam.....Ale nie mogę już odczytać :(

Friday, October 3, 2014

O Rety.

No i stało się. Totek u faraonów. Na dobre. Na stałe. Na zawsze i z ferajna.

Pierwszy tydzień byliśmy w Hurghadzie. Takie niby wczasy.
Niech mi nikt nie wspomina pobytu w hotelu z dwójką małych dzieci lat rok i dwa ,teściowa i mężem który załatwial masę pilnych spraw.
Koszmar.

Ale w porównaniu z alexandria,gdzie utkwilam bez wózka(na plecach chyba musiałabym go nosić bo chodników brak) to jednak to był raj ;)

Jesteśmy tu yyyyy prawie dwa tygodnie a ja mam wrażenie że to już dwa miesiące.

Na szczęście dzieci mam w miarę Tfu Tfu na psa urok bezproblemowe. Śpią jedzą bawią się. Więc jakoś przetrwam.

Nie mniej mam nadzieję ze szyyyybko wykoncza nasze mieszkanie i będę mogła wiać stąd gdzie pieprz rośnie.

Rodzina jest ok. Miła. Czasem aż do wyrzygania ;)

Pozdrawiam!

Thursday, September 18, 2014

Yhym yhym...

Nie zeby mnie wena na pisanie opuściła. 
Albo ze Was juz nie kocham ;)

Tylko kruca fix jak to mawiał moj dziadek, brak czasu zeby w tylek sie podrapac.  

Aczkolwiek wracam powoli do swiata żywych. Kawsar powolutku i ostrożnie zaczyna sie wdrapywac na koniec lodowca zwanego buntem dwulatka...po to zeby zrobic miejsce młodszemu bratu ;)

Jest wesolo. 
Czasem jak w cyrku. Dobrze ze małpy chociaz moje bo nieraz mam ochote strzelać do przybytku swego. 

Po raz kolejny zmiany. Po raz kolejny post pisany na kolanie. W biegu.

Kolejna przeprowadzka. Tym razem duza. Z rozmachem. Mam nadzieje ze ostatnia...bo sil juz brak. I pomysłu na zycie...

Postanowiliśmy z Księciem mym Farałonem w koncu gonić za marzeniami. Beda nas troche kosztować. A jakze. 
No ale za darmo to tylko w morde dostac mozna. 

Anglia okazała sie nie nasza bajka. Londyn przerósł. Nie zachwycilo to co powinno. 

Wizja przyszłości malowała sie w sinych barwach... I ja juz w ogole przestalam sie malować..solidarność z nastrojem duszy. 

Dni bez wyrazu. Miesiace bez echa. 
Tak jakos pusto tu. Obco. Wnerwiajaco. 
Szare absurdy i gigantyczne pająki. 
Pośpiech. Łapanie autobusu metra kolejki...i frustracja ze Bog nie dal mi dodatkowej pary nog i chociaz jednej ekstra reki. 

W tym prawie roku wiele sie wydarzyło. 
Wiele wyjaśniło. Dzieci wyrosły na malych dyskutujacych ludzi. Nowe znajomosci. Prawie przyjaźnie. Pseudo przyjaźnie. Ludzie ktorych wolalabym nie poznać albo tacy ktorych chcialabym zabrac z soba...w nasza podroz. W nasz galop za marzeniami....

Jutro lecimy do Egiptu. Przeprowadzamy sie do Hurghady.
Walizki patrzą z ukosa. Chyba same nie wierzą....

Wednesday, January 1, 2014

Toto loop....



A wiec....Agata wymyśliła nazwę, Iza pomogła w Fejsbukowym labiryncie...(https://www.facebook.com/LaPanda.Love)
Madzia i Ola wybierały logo...
I oto jest. 
Fanpejdż totka. 

Wirtualne siostry nakręcily mnie na powrot do marzeń. 
Zaczynam. 

Moze na angielskiej ziemi uda mi sie cos tym moim szydelkiem zwojować. 
Zapraszam na strone. 

A w niedługim czasie planuje sprzedawać swoje supełki na etsy...

Ps.jesli ktos z moich czytelników jest fotografem z zawodu lub z zamiłowania, i chciałby mi pomoc bylabym dozgonnie okropnie wdzięczna. 
Wysłałbym pare dziecięcych kokonow,czapeczek etc w zamian za zdjecia na modelach...
Pomyślcie ;)

Wednesday, December 18, 2013

Uffff!



Taaak. Juz po przeprowadzce. 
W nowym domu. W nowym swiecie. 
Czy lepszym to sie okaze. 
Oby nie gorszym...

Lot z dwojka dzieci do łatwych nie nalezal. Zwlaszcza ze oba szkodniki musiały siedziec u mamy. 
Tata fajny jest. Ale do zabawy. A nie kiedy straszny samolot zaczyna sie wznosić. 
Apropo. Zawsze panicznie balam sie latania. Odpadające skrzydła,płonące silniki,martwy pilot...wiecie ;)
Odkad latam ze swoja latorosla strach zszedł na drugi plan...bo teraz tak jestem zaabsorbowana bezpieczeństwem pisklat,ze nie dbam jak wysoko jest gniazdo i jak bardzo nim trzęsie...

W kazdym badz razie przeżyliśmy. Angielska ziemia przywitała nas zaskakująco ladna pogoda i błękitnym niebem..
Rozpakowywanie dorobku naszego zycia zajęło mi 2 dni. Mialam wybór. Albo rozpakuje te kartony tak szybko jak tylko mozna to zrobic przy dwójce dzieci,albo corka zrobi to za mnie...
Teraz wszystko jest na swoim (powiedzmy) miejscu,a ja mimo to wiem tylko gdzie jest sol pieprz i gdzie spia moje dzieci. Reszta to zgadywanka. 

Mieszkanie Alhamdulillah trafiło sie bardzo fajne. Ciepłe. Suche. Odnowione...no i moge w szlafroku wypić kawe na werandzie..

Teraz uczymy sie rzeczywistości na nowo. Oby szybko. 

....

Thursday, November 28, 2013

Anonimom dziękujemy.

No wiec tak.
Na samym poczatku bloga komentować mogl kazdy. Bez mojej autoryzacji. 
Niestety brak kultury i ogłady innych zmusił mnie do moderacji komentarzy. 

Teraz na dokladke blokuje mozliwosc komentarzy ANONIMOM.  
Jesli chcesz wylać z siebie żółć, to daj mi satysfakcję zebym mogla zasmiac ci sie w ta durna gębę. Napisz maila. 
Inaczej nie bede traciła swojego cennego czasu na czytanie twoich wypocin...

Wiem ze wielu anonimowych czytelników na tym moze ucierpi. Ale coz. Podziekujcie panu tego komentarza ;)

"oj szkoda już myślałem że do egiptu do raju wracacie, a pech chciał że znowu po tej wstrętnej Europie się tułasz z "księciem". Nie jestem masochistą czytam i naprawdę oczom nie wierzę, takie brednie, o zarodku, fazach ciąży w koranie.. Naprawdę masz nieźle posrane w tej durnej łepetynie. Ot to. Naprawdę można się nieźle obśmiać. Życzę naprawdę z całego serca tobie ale tez i innym muzułmanom powrotu do lepszego islamskiego kraju. Po co tutaj jesteście jak Europa jest do dupy bo nie muzułańska.Naprawdę z serca to mówią trzymam kciuki za was powrót do egiptu. Wiesz tam teraz tak źle nie jest naprawdę, spróbuj namówić męż może pojedziecie, proszę :-) Zakładam się, że woli jednak w kebabowni pracować w Europie - napewno to jego ten tzw. "biznes" :-) Już mnie nie ma ale błagam namów mężusia tak marzę o tym aby zobaczyć wpis "wreszcie wracamy do egiptu" pa "

A wiec. Dziekuje za zyczenia powrotu lepszego islamskiego kraju. Oby! Bo poki co ten obecny nie nadaje sie do zamieszkania. 

Nigdzie Europy "wstrętna" nie nazwalam. W koncu sie tu urodzilam. 
Holandia jest wstrętna. Ot co. 

Czy zle nie jest?? Coz. W ostatnich zamieszkach zginął brat meza. Nie wiem jakie ty masz priorytety w zyciu i jakie poczucie bezpieczenstwa...

Ciesze sie ze cie rozbawiłam. 

I małżonek moj ma tyle wspólnego z kebabem co ty z mózgiem jeleniu. ;)
Ale jak to bywa..ludzka zazdrosc i zawiść ;)wybaczam. 


No. I tak sie skonczyla kariera anonimowych debili. 

Wednesday, November 27, 2013

Samotny Totek i szarancza ..



Taaaaaak. Wieeeeeeem. Nie bylo mnie. Znowu. 
Ale jak to zwykle bywa mam dobra wymówkę...

Od trzech miesiecy jestem samotna matka. 
I powiem Wam ze jest do... Po prostu dupy. 
Sama z dwojka malych i bardzo wymagających dzieci to jakis horror jest. 
Owszem. Ogarniam. A raczej zgarniam. Wszystko pod dywan. Bo czasu na sprzatanie jeszcze mniej niz na wzięcie prysznica...

Co sie stalo?
Ano czara goryczy sie przelała...
Za duzo złości,za duzo niepowodzeń,za duzo straconego czasu...

We wrześniu Ksiaze moj czekoladowy spakował walizke i wyszedł. 
Odprowadziłam go smutnym wzrokiem zastanawiając sie jak ja sobie dam rade...

Wyjechał w poszukiwaniu szczescia,lepszego zycia... A chyba glownie po to by ratować mnie z depresji..
Bo z calego swego serca nienawidze brukselki, glupoty i Holandii

Wyjeżdżamy moi Drodzy!!!

Do Londynu. 4grudnia inshAllah. 
Księciu znalazł prace. Mieszkanie z ogródkiem i nadzieje ze wrócimy na wcześniejsze tory...

Decyzja zapadła jednego weekendu. 

Czy słuszna? To sie okaze. 

Muslim Brotherhood pokrzyżowali nam nasze egipskie plany. 
Wprawdzie biznes ma sie dobrze i sie kreci. Ale aspekt bezpieczenstwa zostawia duuuzo do zyczenia. 
Banda debili zaczela rządzić krajem. 
I paradoksalnie obalenie starego prezydenta-dyktatora, obalillo rowniez nasze marzenia..

Tak wiec zyje juz na kartonach...pakowanie idzie bardzo opornie. I niestety na zadna pomoc liczyc nie moge...
F po nas przylatuje. Bedzie tu doslownie jeden dzien...

I zaczynamy kolejna podróż zycia. Mam nadzieje ze przedostatnia...



Ogromny mega hiper PeEs. 
Drogi Anonimie. Moje podwórko-moje zabawki. 
Jesli tak mocno nienawidzisz  Islamu...to po kiego grzyba tu zaglądać??
Masochizm czy jak??
Ale jestes chyba na tyle inteligentny ze domyslasz sie ze Twoje komentarze nie ujrzą światła dziennego..nieee?
Ojej. No to cie oświece. 
Moderuje je. Suprajs suprajs :D
Do twojej wiadomosci...przejrzałam juz chyba wszystkie mozliwe anty-islamskie strony. 
Wiec ta nie zaskoczyła mnie niczym ;)
Nie mam ambicji nawracania swiata. 
Wiec ja nie neguje w to co wierzysz ty. I prosze o taki dam szacunek. 
Kto mial racje kiedys sie okaze :)
I albo ja tobie,albo ty mi pokażesz jezyk stojąc gdzież na rozdrożu tam na Gorze ;)
Pokoj z Toba.


Monday, September 30, 2013

Kartka urodzinowa...



Dostalam taka oto informacje od mej przybranej wirtualnej siostry. 
Puszczam w eter. 
I apeluje o rozeslanie dalej :)

"Mamuski jest fajna akcja na fb. W skrócie jest mała dziewczynka w pl chora na raka. 27.10 bedzie miała swoje 6te urodziny i chciałaby z tej okazji otrzymać dużo kartek urodzinowych ;) sie wzruszyłem i postanowiłam poinformować wszystkich znajomych :D
Oliwia Gandecka
ul. M. C. Skłodowskiej 11/26
65-001 Zielona Góra
Poland."

Do dziela!!

Saturday, August 17, 2013

Pod gorke...

A kiedy z gorki???
Nie zebym narzekala, ale... Zaczynam sie wypalac...
Dzien swistaka trwa. Monotonia (tak,tak z dwojka malych dzieci i egipskim mezem to mozliwe) czai sie juz pod wycieraczka... Ostroznie wycieram buty po kazdym spacerze,zeby przypadkiem nie wskoczyla do salonu..

Z moja szarancza latwo nie jest. I wcale sie tego nie spodziewalam :)
Ale jakims cudem udalo mi sie ogarnac caly ten ambaras. 
Jak zwykle grunt to dobra organizacja. 
Mo jest dzieckiem ulozonym jak jego siostra. Wiem kiedy spodziewac sie kupy a kiedy trzeba wyciagac piers ;)

Jedyna rozrywka, ktora moze zachwiac swistakowy dzien to wyzynajace sie wlasnie czworki Myszona lub problemy brzuszkowe Kurczaka. 

Brakuje mi znajomych z prawdziwego zdarzenia..takich z grilem i kielbaskami. 
Takich do ktorych mozna bez dzwonienia wpasc na szklanke wody podczas upalnego dnia...
Brakuje mi dzwonka do drzwi..pukania. 
Glosu telefonu dzwoniacego od tak sobie. 

Raz na jakis czas mam towarzyski zjazd..emocje wtedy jezdza na nartach...szybko..i stromo..

Zaraz potem ogladam wiadomosci,slysze jak maz rozmawia z rodzina w Egiptowie...i dziekuje Temu na Gorze za Kurczaka. Bo gdyby nie on to pewnie juz dawno bym tam mieszkala...
A w obecnej sytuacji byloby to pomyslem  godnym poziomu wariata..

No wlasnie. Egipt. Drugi dom. Niedoszly. Przyszly. A moze nieosiagalny?...
Na dzien dzisiejszy nie wyobrazam sobie siebe,dzieci,nas w tym calym rogardiaszu. 
I po raz kolejny. Jak co roku (to prawie juz tradycja) nasze plany przeprowadzaki pryskaja jak parszywa banka mydlana..
Pozostawiajac krople nadziei na nosie, ze moze za rok sie uda..

Wiec zyjemy w Holandii. W obecnym domu. W domu tymczasowym. Prowizorycznym. Niechcianym. Bezpiecznym i pewnym...a moze w domu na zawsze??

Saturday, August 10, 2013

Bo co dwa szczescia to nie jedno :)

No wiec stalo sie nienuniknione ;)
Totek sie rozpakowal. Z hukiem i fajerwerkami..

2 tygodnie temu, 24 lipca o godzinie 15.11 na druga strone teczy zszedl Mo. 
3780g i 52 cm...maly ale byk ;)

Porod zaczal sie wlasciwie bez mojej wiedzy...
Od paru dni bardzo slabo czulam ruchy.. Na tyle malo,ze postanowilam pojechac na IP.. Zrobiono mi ktg..i usg.. Faktycznie. Malo. Ale wystarczajaco...pytanie tylko -wystarczajaco dla kogo? Dla lekarzy rzecz jasna...
Dzieki Temu na Gorze, trafila mi sie przemila pani ginekolog. Otworzyla furtke wywolania. Ze wzgledu na moje obawy. Intuicje. I przeszlosc z Ahmedem rzecz jasna...
Nastepnego dnia mialam sie stawic o 9.30 na powtorkowym KTG...ktore niestety wyszlo jeszcze gorzej niz osatnie..
2 godziny lezalam z tym ustrojstwem na brzuchu..
Potem kontrola u lekarza. Tym razem mlody pan. Ze stazystka..
Pyta czy moze mnie zbadac..
I co? Wytrzeszcza oczy. 5 cm rozwarcia. 
-"pani rodzi psze pani"
-"-"ale ze jak?rodze?"
-prosze wyslac meza po torbe a samej zejsc na parter na porodowke. Bez syna dzisiaj pani stad nie wypuszcze. 
-inshAllah, kurcze..

No i pani zeszla na ta porodowke. 
Przebite wody,oxytocyna. I po 3 godzinach na mojej piersi wyladowalo cieple,sliskie,pachnace brzuchem zawiniatko...
Tym razem nie chcialam skakac z okna. Nie zdazylabym ;)
3 godz po porodzie jadlam juz rosol w domowym zaciszu. 
Blogosc. 

Rodzina w komplecie...
Maz na kanapie,syn w kolysce,corka na kolanach i mama krzatajaca sie w kuchni...
I...i Ahmed spogladajacy zza drzewa za oknem..mrugajacy do mnie na znak, ze moja podroz dobiegla konca. Moje wszystkie dzieci sa juz ze mna. Cala trojka.